Najsłynniejsza kobieta w historii opery, a przy tym niebywałe wyzwanie wokalno-aktorskie, bo śpiewaczka grająca rolę Butterfly musi zmierzyć się z całym wachlarzem skrajnych emocji i nie schodząc ze sceny, śpiewać łącznie przez niemal 90 minut.

 

Dramatyczna historia związku gejszy i porucznika amerykańskiej marynarki osadzona jest w tętniącym życiem współczesnym Tokio. Szczecińskie przedstawienie, nawiązujące do poetyki filmów Larsa von Triera, jest wzbogacone o postać tancerza – alter ego Butterfly, a także o multimedialne projekcje.

– „Madama Butterfly” to historia uniwersalna, mogłaby równie dobrze wydarzyć się dzisiaj. Różnice kulturowe są wciąż aktualne, ludzie nadal zakochują się niewłaściwie, to się akurat nigdy nie zmieni. Inscenizacja obraca się wokół wielu współczesnych wątków popkulturowych – mówi reżyserka Pia Partum. – Właściwie w pewnych aspektach spektakl będzie mieć wiele wspólnego z... telenowelą.